Bez wigilijnych potraw, łamania się opłatkiem, składania życzeń najbliższym i świątecznego drzewka przystrojonego łakociami – na Kresach nie było Bożego Narodzenia. Święta nie zaczynały się od prezentów, lecz od wspólnoty, od ciszy, skupienia i pamięci o tych, których zabrakło przy stole.

Boże Narodzenie – jedno z najważniejszych świąt katolickich – obchodzono na całym obszarze dawnej Rzeczypospolitej, także na jej wschodnich rubieżach. Kresowe tradycje przetrwały dzięki Polakom, którzy pozostali na tych ziemiach, oraz przesiedleńcom, którzy zabrali je ze sobą najpierw na tzw. Ziemie Odzyskane, a później w świat: do Ameryki, Australii czy Brazylii. Z czasem splotły się z obyczajami innych regionów Polski, tracąc lokalną odrębność, ale nie sens. Do dziś łączą pokolenia i budują poczucie narodowej ciągłości.

Kresy były przestrzenią spotkania kultur: polskiej, litewskiej, białoruskiej, ukraińskiej, żydowskiej i tatarskiej. Ich ślad najpełniej widać w kuchni, a szczególnie w sposobie przeżywania Wigilii. Był to czas głęboko rodzinny, pełen zadumy, pojednania i wspomnień o nieobecnych. Zwyczaje oczekiwania na pierwszą gwiazdkę, dzielenia się opłatkiem czy pozostawiania wolnego miejsca przy stole nie były folklorem – stanowiły moralny porządek świata.

Wigilijny stół na Kresach różnił się w zależności od regionu i zamożności domu. Jak pisała Teresa Zachara:

„Odzwierciedleniem zamożności domu była liczba przygotowanych potraw: u chłopów – 7, u średniozamożnej szlachty – 9, u bogatej szlachty – 11, u magnatów – 13. Dbano o to, by liczba potraw była nieparzysta, natomiast liczba biesiadników przy stole powinna być parzysta, gdyż wierzono, że nieparzysta liczba osób wróży śmierć jednej z nich. Wszystkie potrawy były postne – jest to typowo polski zwyczaj”.

Kresowe dwory – setki mniejszych i większych siedzib rozsianych na terenach dzisiejszej Litwy, Białorusi, Łotwy i Ukrainy – były ostoją rodziny, wiary i patriotyzmu. To tam pielęgnowano tradycje, które dziś nazywamy dziedzictwem. Wieczerzę wigilijną spożywano w najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniu domu. Zanim na dobre przyjęła się choinka, wnętrza zdobiły podłaźniczki – iglaste gałęzie wieszane pod sufitem, dekorowane orzechami, jabłkami, piernikami i słomianymi ozdobami. Szklane bombki były rzadkością, dostępną jedynie dla najbogatszych.

Po powstaniach narodowych rozpowszechnił się zwyczaj zdobienia choinek łańcuchami ze słomy i bibuły – symbolami zniewolenia narodu. Stół przykrywano białym lnianym obrusem, pod który kładziono sianko. Gospodynie dbały, by był nieskazitelnie czysty – bez zagnieceń, bez skazy. Do stołu zasiadano wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdy. Gospodarz czytał fragment Ewangelii, po czym następowało łamanie się opłatkiem. Nie wolno było nikogo pominąć – ten gest był znakiem wspólnoty i pojednania. Opłatkiem dzielono się także ze zwierzętami, którym zanoszono kolorowe opłatki – dla zdrowia i ochrony przed nieszczęściem.

Na kresowym stole musiało znaleźć się to, co pochodzi z ziemi, lasu i wody. Dominowały potrawy z grzybów, kasz, maku, miodu, orzechów, zbóż, warzyw i ryb. Każdy region miał własne przepisy, różniące się w zależności od zamożności domu, ale wspólny był sens: uhonorowanie darów natury.

Grażyna Hajdukiewicz w Przewodniku po Wilnie pisała:

„Na Litwie Wigilia była najbardziej oczekiwaną kolacją w roku. Po ukazaniu się pierwszej gwiazdki cała rodzina gromadziła się przy stole, łamała opłatkiem i spożywała wyłącznie potrawy postne. Nie mogło zabraknąć śledzia, ryb, grzybówek i makówek, kompotu z suszu oraz kisielu żurawinowego. Charakterystycznym daniem były śliżyki – drobne ciasteczka drożdżowe z makiem, podawane z makową podsytą. Po kolacji śpiewano kolędy i udawano się na Pasterkę”.

Na Podolu królował szczupak – faszerowany, w galarecie, w sosach, a także w postaci pulpecików do zupy rybnej. W okolicach Lwowa szczupak po żydowsku sąsiadował z karpiem po polsku w szarym sosie i zupą migdałową. Na Polesiu jadano leszcza nadziewanego kaszą gryczaną oraz barszcz zabielany z uszkami, a w rejonie Mińska – grzybową zupę i łamańce z makiem. Niezależnie od miejsca, na kresowych wigiliach dominowały ryby słodkowodne: szczupak, karp i leszcz.

Wspólnym daniem wielu regionów była kutia – z pszenicy, maku, miodu i bakalii, choć na Białorusi często zastępowano pszenicę ryżem lub pęczakiem. Popularny był także kisiel żurawinowy – rzadki, pity jak napój, ceniony zarówno za smak, jak i właściwości zdrowotne.

Przymusowe przesiedlenia po II wojnie światowej sprawiły, że wiele kresowych potraw i zwyczajów trafiło na wigilijne stoły w całej Polsce, a także do domów polskiej diaspory na innych kontynentach. Bo kresowe Boże Narodzenie to nie tylko kuchnia i obrzęd. To pamięć, którą zabiera się ze sobą – nawet wtedy, gdy traci się dom.

Redakcja
Opracowanie na podstawie publikacji mediów polskich: ksi.btx.pl, kresy24.pl, wilno.name
Ilustracja: Kostiantyn Trutowski, „Kolęda na Ukrainie”, XIX wiek

ZOBACZ TAKŻE:

„Jaka Wigilia, taki cały rok”. Noc, w której ważą się losy świata