Po dekadach milczenia i politycznych blokad — znów przemawia ziemia Wołynia. W Puźnikach, na zachodzie Ukrainy, rozpoczęły się długo oczekiwane prace ekshumacyjne. To tam, w lutową noc 1945 roku, sotnia UPA dowodzona przez Petra Chamczuka „Bystrego” zamordowała polskich mieszkańców wioski. Teraz państwo polskie upomina się o swoich obywateli, przywracając im godność i imiona.
Ekshumacje w Puźnikach to symboliczny i realny przełom — to pierwsze takie działania od czasu, gdy w listopadzie 2024 roku Ukraina zniosła zakaz prowadzenia poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na swoim terytorium.
Od wczesnych godzin porannych, w leśnej głuszy, gdzie znajduje się zbiorowa mogiła, pracują zespoły archeologów, lekarzy sądowych oraz policyjni technicy. Na miejscu rozstawiono specjalistyczny sprzęt oraz mobilną bazę medyczną. Prace zabezpiecza ukraińska policja. To logistyczna i emocjonalna operacja, której celem jest nie tylko ekshumacja i identyfikacja szczątków, ale przede wszystkim godny pochówek.
Wreszcie — po latach bólu i oczekiwania — rodziny ofiar mogą przekazać materiał genetyczny, by dzięki nowoczesnym badaniom przywrócić tożsamość tym, których chciano wymazać z historii.
Całość prac koordynuje Fundacja „Wolność i Demokracja”, a w działania zaangażowani są eksperci z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej oraz ukraińskiej firmy „Wołyńskie Starożytności”. Projekt jest w pełni finansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.
Puźniki to jedna z wielu zapomnianych kart dramatu, jaki rozegrał się na Kresach. Nocą z 12 na 13 lutego 1945 roku życie straciło tam — według różnych źródeł — od 50 do 120 Polaków. Zginęli tylko dlatego, że byli Polakami.
Dziś, po niemal 80 latach, Polska upomina się o swoich obywateli — cicho, z godnością, ale stanowczo. Bo pamięć to nie tylko obowiązek wobec przeszłości. To także fundament przyszłości.
Redakcja
