Wielokrotnie na łamach portalu Jagiellonia.org oraz na swoim profilu na Facebooku podkreślałem, że kult banderowskiej frakcji OUN-B oraz podporządkowanych jej oddziałów UPA jest zjawiskiem skrajnie szkodliwym dla Ukrainy, a zwłaszcza dla relacji polsko-ukraińskich. W tym kontekście uważam, że prezydent Karol Nawrocki ma rację, wskazując, iż decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z elitarnych jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” stanowi doskonałe paliwo dla rosyjskiej propagandy i szkodzi bezpieczeństwu Ukrainy, Polski oraz całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

Jednocześnie przedstawiciele środowisk prorosyjskich na różnych poziomach życia publicznego od lat próbują przypisywać mi nieprawdziwe intencje i przedstawiać moją publicystykę w sposób zniekształcony. W ich narracji każdy, kto sprzeciwia się realizacji rosyjskiej strategii wobec Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, a zarazem konsekwentnie broni polskiej racji stanu, bezpieczeństwa państwa i interesu narodowego, bywa przedstawiany w fałszywym świetle. Wraz z nasileniem rosyjskiej wojny informacyjno-psychologicznej wymierzonej w Polskę media społecznościowe zostały zalane przez tysiące trolli, botów, agentów wpływu oraz osób bezrefleksyjnie powielających kremlowską propagandę. Nasze publikacje, w których konsekwentnie wskazujemy na zagrożenia dla bezpieczeństwa informacyjnego i interesów narodowych Polski, są w tej narracji określane jako „ukraińska propaganda”.

W rzeczywistości wiele tez i ostrzeżeń, które konsekwentnie formułujemy od lat, znalazło w ostatnim czasie potwierdzenie i zostało oficjalnie upublicznione przez polskie służby specjalne.

Dlatego mam proste pytanie do naszych przeciwników i kremlowskich pożytecznych idiotów: skoro nasze stanowisko pokrywa się z ocenami polskich służb bezpieczeństwa, to czy ich zdaniem również polskie służby specjalne rozpowszechniają „ukraińską propagandę”? A może problem nie polega na żadnej „ukraińskiej propagandzie”, lecz na tym, że prawda coraz częściej burzy rosyjskie narracje informacyjne?

Od kilku lat ostregam, że Rosja prowadzi wobec Polski totalną wojnę kognitywną, systematycznie zatruwając debatę publiczną nienawiścią i ksenofobią, aby odciąć nas od Zachodu i pozbawić realnych sojuszników.

Atakowane są siły proeuropejskie i proatlantyckie („UkroPolin”), Unia Europejska i Niemcy („Eurokołchoz”, „IV Rzesza”), Stany Zjednoczone poza ruchem MAGA („USrael”) oraz Ukraina („UPAdlina”) — państwo, które dziś własną krwią zatrzymuje rosyjską ekspansję i realnie zwiększa bezpieczeństwo Polski.

Ten język nie jest buntem ani „niezależnym myśleniem”. To słownik rosyjskiej dywersji informacyjnej, którego celem jest izolacja Polski, osłabienie jej pozycji międzynarodowej i przygotowanie gruntu pod przyszłą agresję.

Twierdzicie, że to „ukraińska propaganda”? W takim razie przeczytajcie, co piszą polskie służby specjalne.

BUDOWANIE ATMOSFERY WROGOŚCI. KOMUNIKAT SZTABU GENERALNEGO WP

Szczególnie wymowny jest komunikat Sztabu Generalnego Wojska Polskiego z 3 listopada 2025 roku, który wprost potwierdza ostrzeżenia o szeroko zakrojonej rosyjskiej operacji informacyjno-psychologicznej wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie oraz podsycanie nastrojów antyukraińskich w Polsce.

W dokumencie wskazano, że w kontekście możliwego zakończenia wojny Rosja znacząco intensyfikuje działania psychologiczne w polskiej przestrzeni informacyjnej. Ich celem jest budowanie strachu, nieufności i wrogości wobec Ukraińców, a także niszczenie więzi między oboma narodami poprzez rozpowszechnianie narracji o rzekomym zagrożeniu ze strony Ukrainy.

Podkreślono również, że działania te nie ograniczają się do propagandy — towarzyszą im realne akty sabotażu i prowokacji, takie jak podpalenia czy niszczenie symboli solidarności, co ma sprawiać wrażenie eskalacji konfliktu polsko-ukraińskiego.

Sztab Generalny WP wskazuje, że celem Rosji jest przekierowanie społecznych emocji z rzeczywistego agresora na jego ofiarę oraz wykorzystanie historycznych traum i podziałów do manipulacji opinią publiczną. Ostatecznie chodzi o wywieranie presji na polskie władze poprzez wzbudzanie strachu i chaosu społecznego, co ma osłabiać wsparcie dla Ukrainy i strategiczne interesy Polski.

Jednocześnie komunikat podkreśla fundamentalny fakt: podział na agresora i ofiarę pozostaje jednoznaczny. Agresorem jest Rosja, a wszelkie działania podważające wsparcie dla Ukrainy — niezależnie od formy — obiektywnie wpisują się w realizację jej celów wojennych.

KREML UDERZA W RELACJE POLSKO-UKRAIŃSKIE. RAPORT ABW ZA LATA 2024–2025

Raport ABW z 14 maja 2025 r. jednoznacznie wskazuje, że rosyjska wojna przeciwko Polsce nie ogranicza się do szpiegostwa, sabotażu czy cyberataków, ale w dużej mierze toczy się w przestrzeni informacyjnej. Jej celem jest osłabianie zaufania do państwa, destabilizacja życia publicznego oraz erozja spójności społecznej.

ABW podkreśla, że działania te obejmują m.in. dyskredytowanie Polski, wzmacnianie narracji prorosyjskich oraz podsycanie postaw antysystemowych, antyeuropejskich i antynatowskich. Nie chodzi o przekonanie społeczeństwa do Rosji, lecz o jego wewnętrzne rozbicie i osłabienie fundamentów bezpieczeństwa państwa.

Szczególnie istotnym elementem rosyjskiej strategii jest wykorzystywanie historycznych antagonizmów, zwłaszcza w relacjach polsko-ukraińskich. Kreml konsekwentnie przedstawia Ukrainę jako zagrożenie dla Polski, manipulując pamięcią historyczną i wzmacniając najbardziej konfliktowe narracje.

Raport wskazuje, że nie są to spontaniczne działania internautów, lecz element skoordynowanej strategii destabilizacyjnej prowadzonej przez Rosję i Białoruś. ABW odnotowuje także wzrost spraw dotyczących szpiegostwa i dywersji, na poziomach nienotowanych od dekad.

Jednocześnie media społecznościowe i ich algorytmy sprzyjają polaryzacji i rozpowszechnianiu radykalnych treści, które często pokrywają się z narracjami rosyjskimi i białoruskimi, osłabiając zaufanie do instytucji państwa.

Wnioski ABW są jednoznaczne: celem Rosji jest skłócenie Polski z sojusznikami, pogłębienie podziałów społecznych i osłabienie państwa poprzez chaos informacyjny. W tym kontekście ataki na relacje polsko-ukraińskie stanowią jeden z kluczowych instrumentów rosyjskiej wojny informacyjnej przeciwko Polsce.

ZA RZĄDÓW PiS SŁUŻBY SPECJALNE BIŁY NA ALARM W PODOBNY SPOSÓB

Podczas rządów Mateusza Morawieckiego podobne ostrzeżenia regularnie pojawiały się w komunikatach Stanisława Żaryna – sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz pełnomocnika rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej RP w latach 2022–2023. W latach 2024–2025 był on także doradcą Prezydenta RP.

WOLNOŚĆ SŁOWA NIE JEST WOLNOŚCIĄ UDZIAŁU W ROSYJSKIEJ WOJNIE INFORMACYJNEJ

Od lat ostrzegam, że wolność słowa i wolność sumienia nie mają nic wspólnego z prawem do bezrefleksyjnego powielania kłamliwych, manipulacyjnych i destrukcyjnych narracji państwa prowadzącego przeciwko Polsce działania hybrydowe. Każdy obywatel ma prawo do własnych poglądów, krytyki władz, a także do odmiennej oceny wydarzeń politycznych. Nie ma jednak prawa do ignorowania faktów i świadomego wspierania przekazów, które służą interesom wrogiego mocarstwa.

Raport ABW oraz komunikat Sztabu Generalnego Wojska Polskiego pokazują jednoznacznie, że Rosja traktuje przestrzeń informacyjną jako jeden z głównych frontów współczesnej wojny. Jej celem nie jest przekonanie Polaków do Rosji. Celem jest rozbicie wspólnoty politycznej, osłabienie zaufania do państwa, skłócenie Polski z jej sojusznikami oraz podważenie fundamentów bezpieczeństwa narodowego.

W tym kontekście szczególnie niebezpieczne staje się bezkrytyczne rozpowszechnianie narracji wymierzonych w Unię Europejską, NATO, Stany Zjednoczone czy Ukrainę. Niezależnie od intencji osób, które je powielają, ich praktyczny skutek jest zawsze taki sam: wzmacnianie celów strategicznych Kremla i osłabianie pozycji Polski w świecie.

Historia wielokrotnie pokazywała, że państwa upadają nie tylko wskutek zewnętrznej agresji, lecz również w wyniku erozji własnej odporności wewnętrznej. Współczesna wojna coraz rzadziej zaczyna się od czołgów przekraczających granicę. Znacznie częściej rozpoczyna się od zatruwania debaty publicznej, niszczenia zaufania społecznego, podsycania wzajemnej nienawiści oraz przekonywania obywateli, że ich naturalni sojusznicy są większym zagrożeniem niż rzeczywisty przeciwnik.

Dlatego obrona Polski nie zaczyna się wyłącznie na granicach, w koszarach czy zakładach zbrojeniowych. Zaczyna się również w przestrzeni informacyjnej. Każdy obywatel ponosi odpowiedzialność za to, czy staje się uczestnikiem świadomej debaty publicznej, czy też narzędziem wykorzystywanym przez obce ośrodki wpływu.

Rosyjskie służby doskonale rozumieją, że Polska pozostanie bezpieczna tak długo, jak długo będzie częścią silnej wspólnoty Zachodu, utrzyma strategiczny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, pozostanie aktywnym członkiem NATO i będzie współpracowała z państwami regionu przeciwko imperialnej polityce Kremla. Dlatego właśnie Rosja tak konsekwentnie próbuje niszczyć relacje polsko-ukraińskie, podważać sens sojuszy i wzmacniać wszelkie podziały społeczne.

Prawdziwy patriotyzm nie polega na powtarzaniu haseł podsuwanych przez anonimowe konta w mediach społecznościowych. Patriotyzm polega na zdolności odróżniania faktów od manipulacji, przyjaciół od wrogów oraz interesu państwa od emocji, które próbują wykorzystać obce służby specjalne.

Jeżeli więc ktoś nadal twierdzi, że ostrzeganie przed rosyjską wojną informacyjną jest „ukraińską propagandą”, powinien zadać sobie jedno pytanie: dlaczego jego narracja coraz częściej pokrywa się nie z ocenami polskich służb bezpieczeństwa, lecz z celami, które te same służby przypisują Federacji Rosyjskiej?

Włodzimierz Iszczuk