Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta najpotężniejszego państwa na świecie, dyplomaci USA i Rosji intensywnie przygotowują się do możliwego spotkania amerykańskiego lidera z władcą Kremla. Putin, doskonale świadomy sceptycznego nastawienia Trumpa do NATO, stara się wykorzystać tę sytuację, by osłabić jedność euroatlantycką. Liczy na to, że uda mu się wymusić na nowym prezydencie amerykańskim zgodę na rosyjskie „prawo weta” w sprawie rozszerzenia sojuszu. Jak zwykle, Putin odświeży swoją wyświechtaną mantrę o tym, że „rozszerzenie NATO na wschód zagraża bezpieczeństwu Rosji”. To całkowita bzdura – celowa manipulacja, mająca na celu zamaskowanie prawdziwego zagrożenia: to Kreml jest agresorem, który pod przykrywką fałszywych oskarżeń szuka pretekstu do dalszej ekspansji. Rosyjski dyktator ma to do siebie, że zawsze odwraca kota ogonem, twierdząc, że to ofiary jego agresji są winne.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu

Wszystkie państwa graniczące z Rosją, które nie dołączyły do Sojuszu, stały się celem rosyjskiej agresji – to nie przypadek. NATO nie stanowi zagrożenia dla Rosji, to Rosja stanowi zagrożenie dla swoich sąsiadów. NATO jedynie blokuje jej imperialne ambicje i powstrzymuje eskalację wojen.

Kiedy Władimir Putin mówi o NATO jako zagrożeniu dla Rosji, kłamie. Nie dlatego, że naprawdę obawia się agresji ze strony Sojuszu, ale dlatego, że NATO stanowi jedyną realną przeszkodę na drodze jego imperialnych ambicji. Historia ostatnich dekad jest jednoznaczna: każde państwo graniczące z Rosją, które nie znalazło się pod parasolem NATO, stało się ofiarą rosyjskiej agresji. To nie przypadek. To schemat powtarzany od Gruzji, przez Ukrainę, po Mołdawię.

Gruzja 2008, Krym 2014, Donbas, obecna wojna na pełną skalę w Ukrainie – Kreml za każdym razem atakuje słabszych, ale zawsze unika konfrontacji z krajami NATO. Dlaczego? Ponieważ wie, że otwarta wojna z Sojuszem skończyłaby się dla niego katastrofą. Putin rozumie tylko język siły, a dlatego pragnie zniszczenia NATO – by móc swobodnie atakować kolejne państwa.

CEL PUTINA: ODBUDOWA STALINOWSKIEJ STREFY WPŁYWÓW I PODBÓJ EUROPY

Rosyjskie marzenie o odbudowie imperium nie jest tajemnicą. Putin nie ukrywa, że odwołuje się do epoki carów i Stalina, mówiąc o „historycznej misji” podporządkowania Europy Środkowo-Wschodniej. Plan minimum to wskrzeszenie strefy wpływów z czasów Stalina, plan maksimum – podbój całego Starego Kontynentu.

Gospodarz Kremla wyraźnie deklaruje swoje zamiary. 17 grudnia 2021 roku Rosja wysłała do USA ultimatum, domagając się przywrócenia strefy wpływów w Europie na wzór czasów Stalina. W słowach Siergieja Riabkowa, wiceministra spraw zagranicznych Rosji: „NATO powinno pakować manatki i wynosić się za granice z 1997 roku”. To był jasny sygnał przed amerykańsko-rosyjskimi rozmowami w Genewie w styczniu 2022 roku.

Kremlowska elita marzy o tym, by rosyjscy żołnierze dotarli do Atlantyku. To nie jest fikcja – to słowa Nikołaja Patruszewa, bliskiego współpracownika Putina, głównego jastrzębia Kremla i ideologa rosyjskiej wojny przeciwko Zachodowi. W wywiadzie dla „Rossijskiej Gaziety” Patruszew otwarcie przyznał, że celem reżimu Putina jest zniszczenie jedności euroatlantyckiej i wypchnięcie USA z Europy, by przejąć kontrolę nad całym Starym Kontynentem. „USA dominują w Europie, ignorując fakt, że czołową rolę na kontynencie historycznie przypisywano Rosji. W XIX wieku – Imperium Rosyjskiemu, w XX wieku – Związkowi Radzieckiemu. Tak będzie i w XXI wieku” – ujawnił plany Kremla, które przez dziesięciolecia pozostawały w ukryciu.

Absurd? Niezbyt. Przypomnijmy, że Hitler zaczynał od aneksji Austrii i Sudetów, licząc na bierność Zachodu. Dziś Putin liczy na to samo.

NATO JEDYNĄ BARIERĄ W REALIZACJI PLANU PUTINA PODBOJU EUROPY

Sojusz Północnoatlantycki nie zagraża Rosji. To Rosja jest zagrożeniem dla swoich sąsiadów. NATO to nie agresja, to obrona. Gdyby Rosja rzeczywiście bała się agresji ze strony Zachodu, nie rozbrajałaby się w latach 90., nie wycofywałaby wojsk z Europy Wschodniej. Dopiero po odbudowie swojej potęgi militarnej i przekonaniu, że Zachód jest słaby, wróciła do swoich imperialnych nawyków.

Dziś NATO to jedyna gwarancja pokoju w Europie. Kraje bałtyckie, Polska, Rumunia – one doskonale wiedzą, że bez Sojuszu byłyby kolejnymi ofiarami rosyjskiej agresji. NATO nie wywołuje wojen – NATO je powstrzymuje. Gdyby Ukraina była w NATO w 2014 roku, nigdy nie straciłaby Krymu. Gdyby była w NATO w 2022 roku, pełnoskalowa inwazja nigdy by nie miała miejsca.

W OBLICZU ROSYJSKIEJ AGRESJI NATO MUSI BYĆ SILNIEJSZE NIŻ KIEDYKOLWIEK

Aby zatrzymać Putina, nie wystarczy tylko obrona obecnych członków Sojuszu, ale także rozszerzenie NATO o kolejne państwa zagrożone rosyjską agresją. Ukraina, Mołdawia, Gruzja – jeśli nie zostaną przyjęte do Sojuszu, przyszłość Europy będzie krwawa. Stary paranoik z FSB marzy, by rosyjscy żołnierze myli buty w wodach Oceanu Atlantyckiego.

Tylko NATO może powstrzymać realizację chorobliwych ambicji kremlowskich schizofreników, którzy w swojej paranoi i brutalnym imperializmie pragną zniszczyć porządek, jaki zapewnia bezpieczeństwo całej Europie. Ich wizja to powrót do mrocznych czasów, kiedy świat żył w cieniu strachu przed totalitarną dominacją. NATO to jedyna bariera, która stoi na drodze do realizacji tych niebezpiecznych planów. Przystąpienie odważnej i doświadczonej w bojach, milionowej armii ukraińskiej, znacząco wzmocniłoby Sojusz. Jest to w interesie nie tylko Ukrainy, ale także innych państw Paktu Północnoatlantyckiego.

Sojusz Północnoatlantycki nie jest tylko zbiorem wojskowych struktur; to gwarancja pokoju, stabilności i wolności, na której opiera się bezpieczeństwo całego Zachodu. Każdy atak na NATO, każda próba osłabienia jego jedności, to strzał w serce tej wspólnej obrony.

Kiedy ktoś podważa artykuł 5 traktatu waszyngtońskiego, podważa fundament, na którym opiera się nasza cywilizacja. To nie jest tylko gra polityczna – to decyzja, która może otworzyć drzwi do wojny, do kolejnych agresji, które Kreml już dziś planuje. Każdy, kto próbuje zniszczyć ten sojusz, działa wprost na korzyść Kremla, oferując mu przestrzeń do rozwoju jego imperialnych ambicji, które już raz doprowadziły świat do katastrofy. Tylko silne, spójne NATO może stawić czoła temu zagrożeniu. Bez niego cały zachodni świat znajdzie się na krawędzi.

NATO oznacza pokój. Brak NATO oznacza wojnę. Historia już to udowodniła.

Włodzimierz Iszczuk